Podróż na trasie New Delhi → Mount Everest można odbyć środkami transportu: samolot, pociąg, samochód lub autobus na 6 sposobów. Wybierz opcję poniżej, aby zobaczyć wskazówki krok po kroku i porównać ceny biletów i czasy podróży w planerze podróży Rome2Rio. Nepal oferty na wycieczki, wczasy i wakacje. Last Minute Nepal. Porównaj w jednym miejscu oferty z ponad 100 biur podróży. Mamy największy wybór podróży na każdą kieszeń! Rezerwuj online z Wakacje.pl bez wychodzenia z domu. Zawsze z Gwarancją Najniższej Ceny! Warto jechać z nami na wakacje! Przeżyj spektakularny widok na potężny Everest i miej okazję na pełen przygód trekking. Wędrówka z Kathmandu do Lukli, Phakding, Namche Bazaar do hotelu Everest View. 1.9k. VIEWS. Mount Everest czyli „góra trupów’ to teraz nieustanne kolejki, sterty śmieci i zalegające zwłoki, wejście na szczyt to nie tylko fizyczne wyzwanie. Czytaj też: Pierwsza zaszczepiona zwróciła się do Polaków. Ważne słowa. Najwyższa góra świata kusiła wspinaczy od czasu, gdy tylko została odkryta dla zachodniego Plakat w ramie Spektakularny krajobraz górski na bazy na Mount Everest. od 62 zł 103 zł. -40%. Plakat Mount Everest, Lhotse i Nuptse od Kala Patthar - panorama. od 33 zł 55 zł. -40%. Plakat w ramie Mount Everest (8848 m npm) szczyt Makalu (8485 m), zachód słońca księżyc w pełni. od 62 zł 103 zł. Nepal słynie z majestatycznego pasma górskiego, w tym z najwyższego szczytu świata, Mount Everest. Jedną z popularnych atrakcji dla odwiedzających Nepal jest lot na malowniczą górę Everest. Zielone Buty, czyli zwłoki wspinacza leżące od 20 lat u szczytu Mount Everest. Mroczna tajemnica zielonych butów na Mount Everest Foto: BRAK. W Karakorum i Himalajach, najwyższych górach Na wyciągnięcie ręki znajdzie się Everest, Lhotse i Nuptse. Zobaczysz dwie najpiękniejsze góry świata Ama Dablam i Pumori, a także słynny Ice Fall w pełnej okazałości i barwny (tylko wiosną) Everest Base Camp. Czas przejścia ok. 3-4 godz., dystans: 3,8 km, suma podejść: 447 m, suma zejść: 447 m. + −. W gościnie u Sherpów. Zapraszamy w Himalaje na trekking z oszałamiającą scenerią najwyższych gór świata. Zobaczymy jak wygląda życie obozowe pod Everestem, a sam szczyt będziemy podziwiać z Kala Pattar (5545 m) – najlepiej o wschodzie słońca! Klasyczny trekking do bazy pod Everestem prowadzi przez dolinę Khumbu i słynie z Pobierz ten film Malowniczy Widok Z Lotu Ptaka Na Rzekę Hunza W Karakorum Range W Himalajach Wzdłuż Karakoram Highway Jesienią Północny Pakistan teraz. Szukaj więcej w bibliotece wolnych od tantiem filmów stockowych iStock, obejmującej filmy Mount Everest, które można łatwo i szybko pobrać. GTvqnB. Trekking pod Mount Everest Namaste Nepal! Większość turystów idących nie tylko na trekking pod Mount Everest, ale również odwiedzających sam Nepal, przylatuje tu bezpośrednio korzystając z międzynarodowego portu lotniczego Tribhuvan w Kathmandu. Jest to jedyne lotnisko w kraju posiadające połączenia międzykontynentalne. Kathmandu, jako stolica i najważniejsze centrum turystyczne kraju, posiada najlepiej rozwiniętą infrastrukturę transportową, noclegową i gastronomiczną. To właśnie w tym mieście, pełnym zabytkowych świątyń i sklepów z pamiątkami, będziemy mieli pierwszy kontakt z Nepalem, jego bogatą kulturą i przyjaznymi ludźmi. Bo to między innymi lokalni mieszkańcy, zawsze uśmiechnięci i serdeczni, witający przyjezdnych szczerym „Namaste!”, są jednym z tych elementów, które najlepiej zapamiętamy. Także tutaj w turystycznej dzielnicy Thamel znajdują się setki agencji turystycznych, gdzie można zakupić pełen pakiet turystyczny potrzebny do odbycia trekkingu: począwszy od biletu lotniczego do Lukli, poprzez przewodników, tragarzy, pozwoleń na wyjście w góry i innych. Iść czy lecieć? Niestety, nie ma innej możliwości na dojście do bazy pod Mount Everestem, ponieważ cały ten obszar jest objęty ochroną w ramach Parku Narodowego Sagarmatha i traktowany jest jako jedno z najcenniejszych dóbr narodowych. Jedyną rzeczą z wyżej wymienionych jaką można ominąć jest przelot do Lukli. Zamiast tego można jechać 12 godzin zatłoczonym lokalnym autobusem lub minivanem do Jiri i stamtąd iść przez… 5 dni do Lukli. W ramach oszczędności czasu większość osób wybiera właśnie lot do Lukli. To właśnie z tej małej, himalajskiej wioski prawie wszyscy rozpoczynają właściwy trekking do podnóża najwyższej góry świata. Najbardziej popularną trasą jest ta z Lukli wzdłuż doliny potoku Dudhkoshi przez Namche Bazaar i dalej doliną potoku Imja przez Tengboche i Dingboche, aż do miejsca, gdzie szlak podąża wzdłuż jęzora Lodowca Khumbu po jego morenie bocznej przez Lobuche i Gorak już znamy mniej więcej specyfikę Nepalu i wiemy co nas może spotkać w Himalajach podczas trekkingu, czas na omówienie z osobna każdego dnia wędrówki. Tak, aby każdy wiedział czego się spodziewać na trasie, na jakiej wysokości odbędzie się nocleg, ile kilometrów jest do przejścia czy też ile czasu zajmie nam marsz danego dnia. Dzień 1: start: 2840m meta: 2610m dystans: 6,5km, czas: 3h Pierwszego dnia rano opuszczamy hotel i udajemy się na lotnisko krajowe. Następnie wsiadamy do kilkunastoosobowego samolotu, który uniesie nas w przestworza. Pod nami zostanie wielka aglomeracja Kathmandu, a nasz samolot obierze kierunek na wschód. Osoby siedzące po lewej stronie będą mogły podziwiać wspaniałe widoki na ośnieżone, wysokie szczyty Himalajów. Cała podróż samolotem zajmie nam około 30-40 minut. Wylądujemy na jednym z najbardziej malowniczo położonych lotnisk na świecie w małej miejscowości Lukla, położonej na wysokości 2840m Pas startowy ma kilkaset metrów długości i 12% nachylenia. Z jednej strony zakończony jest stromym stokiem, a z drugiej urwistą ścianą skalną. Po odebraniu naszych bagaży i wyjściu z ciasnego budynku, nazywanego dumnie terminalem przylotów, udamy się w miejsce, gdzie poczynimy ostatnie przygotowania przed wymarszem. Dopakujemy plecaki, wyjmiemy kijki, zjemy coś energetycznego. Nasz przewodnik przekaże nam ostatnie uwagi i w drogę. Tego dnia będzie dominował marsz po płaskim terenie lub w dół. Poruszać się będziemy wygodną ścieżką ułożoną z wielkich kamieni, miejscami po kamiennych schodach. Mijając po drodze małe górskie wioski i pokonując rwące górskie potoki, po około 3 godzinach dotrzemy do Phakding. Wieś ta leży na wysokości 2610m i tu właśnie spędzimy naszą pierwszą noc w Himalajach. Dzień 2: start: 2610m meta: 3440m dystans: 10,5km, czas: 7hDzisiejszego dnia zjemy obfite, energetyczne śniadanie i ruszymy w dalszą drogę. Czeka nas o wiele więcej podejść niż zejść. Będziemy się poruszać wzdłuż rzeki Dudhkoshi, a największą miejscowością na naszej trasie będzie Monjo, gdzie zrobimy dłuższy postój. Po opuszczeniu ostatniej wioski, przekroczymy kilka razy rwącą, górską rzekę i zaczniemy wspinać się stromą ścieżką po górskim stoku, aby w końcu wczesnym popołudniem dotrzeć do Namche Bazaar na wysokości 3440m Jest to największa miejscowość w Parku Narodowym Sagarmatha. Ma ona kształt podkowy i leży na stromym, górskim stoku. Jest tu największy wybór guest housów i sklepów, gdzie można zrobić całkiem porządne zakupy na dalszą część trasy. Mało tego, można stąd nawet zadzwonić do domu lub wysłać e-maila! Po zakwaterowaniu resztę dnia spędzimy na spacerach po Namche i chłonięciu okolicznych, pięknych krajobrazów. Dzień 3: cały dzień w Namche Bazaar i okolicy Tego dnia nie pokonujemy żadnych dużych odległości, ani przewyższeń. Dzień ten przeznaczamy na jak najlepszą aklimatyzację przed następną częścią trekkingu. Można odwiedzić rano lokalny targ. W ramach aklimatyzacji proponujemy także wizytę w tutejszym muzeum Szerpów, gdzie można bliżej poznać dzieje tego tybetańskiego ludu. Warto przespacerować się też do hotelu Everest View, aby po raz pierwszy spojrzeć na panoramę najwyższych szczytów Himalajów z Ama Dablam, Lhotse i Mount Everestem na czele. Po południu wrócimy do Namche przez wioskę Khumjung. Dzień 4: start: 3440m meta: 3870m dystans: 6km, czas: 6hDnia dzisiejszego czeka nas długi trawers zbocza górskiego poniżej wioski Khumjung, którym dojdziemy aż do dna potoku Dudhkoshi. Po drodze będą nam wciąż towarzyszyły widoki na Mount Everest i okoliczne szczyty. Po przekroczeniu mostu, zrobimy dłuższą przerwę na posiłek w małej wiosce Phunki. Następnie czeka nas mozolne podejście do Tengboche, ważnej miejscowości leżącej na poziomie 3870m Znajduje się tu malowniczo położony klasztor buddyjski. Po zakwaterowaniu w guest housie, będzie czas, aby odwiedzić zarówno sam klasztor, jak i położone tuż obok muzeum. Dzień 5: start: 3870m meta: 4410m dystans: 7km, czas: 7hDzisiaj przekroczymy granicę 4000 metrów Z Tengboche udamy się przez Dewoche znów na dno potoku, ale tym razem będzie to Imja, dopływ Dudhkoshi. Następnie, podążając wzdłuż koryta tego potoku, przejdziemy przez Pangboche i Orsho, podziwiając widoki na wyniosły szczyt Ama Dablam oraz lodową ścianę od Nuptse aż do Lhotse. Po minięciu ujścia rzeki Khumbu do Imja, po prawej stronie ujrzymy po raz pierwszy z bliska jęzor lodowca, będzie to Lodowiec Tsuro. Po krótkim marszu dotrzemy już do Dingboche, wioski położonej nad rzeką na wysokości 4410m 6: start: 4410m meta: 4940m dystans: 6km, czas: 6hPo śniadaniu ruszamy w dalszą drogę. Opuszczamy dno doliny i idziemy trawersem, stopniowo zyskując wysokość. Po minięciu małej osady Dusa, docieramy do przysiółka Dughla na wysokości 4600m Wioska ta leży na morenie czołowej Lodowca Khumbu spływającego od podnóża Mount Everestu. Tu zatrzymujemy się na dłuższy odpoczynek i posiłek. Po nim czeka nas strome podejście po morenie, a po drodze mijamy pomnik ku pamięci ofiar Himalajów. Ostatni fragment podejścia biegnie wzdłuż jęzora Lodowca Khumbu z pięknymi widokami na siedmiotysięcznik Pumo Ri oraz Kalapatthar. Wysokość prawie 5000m daje się już wszystkim we znaki. Nasz oddech staje się ciężki, wolny i szybko się męczymy. Dlatego co chwilę należy robić przerwy na wyrównanie oddechu. W końcu docieramy do małej wioski Lobuche na wysokości 4940m Po ciepłej kolacji czeka nas zasłużony 7: start: 4940m meta: 5160m najwyższy punkt: 5364m dystans: 8km, czas: 7hDzisiejszego dnia czeka nas relatywnie łatwe podejście do Gorak Shep, na wysokości 5160m Nazwa wioski oznacza „martwe kruki” i sama wioska leży nad malowniczym, wysokogórskim jeziorem Gorakshep Tso. Po zjedzeniu lunchu, zostawiamy plecaki w guest housie i wyruszamy bez obciążenia w stronę bazy pod Mount Everest. Na miejscu zwykle zobaczyć można namioty licznych wypraw himalaistów. Być może będzie nawet okazja porozmawiać z kimś kto szykuje się do ataku szczytowego lub właśnie zszedł z najwyższej góry świata. Stąd rozpościera się też widok na słynny lodospad na Lodowcu Khumbu, jeden z najtrudniejszych odcinków podczas atakowania Mount Everestu. Po południu schodzimy tą samą drogą do Gorak Shep. Dzień 8: start: 5160m meta: 3990m najwyższy punkt 5545m dystans: 14km, czas: 8h Dziś wcześnie rano czeka nas strome podejście na szczyt Kalapatthar (5545m To będzie najwyższy punkt podczas naszej całej wędrówki. Na samej górze czekać na nas będzie kubek ciepłej herbaty, którą w tym niesamowitym miejscu sprzedają turystom lokalni tragarze. Widok stąd jest nieprawdopodobny. Przed nami jak na dłoni rysuje się pionowa piramida Nuptse, a za nią Mount Everest i dalej Lhotse. Na lewo widać główną grań Himalajów, za którą już jest tylko Tybet oraz niekończący się jęzor Lodowca Khumbu wraz ze słynnym lodospadem. Po nasyceniu oczu tymi fantastycznymi widokami schodzimy do Gorak Shep, zabieramy bagaże i rozpoczynamy powolną wędrówkę w dół. Mijamy po drodze dobrze nam już znane wioski Lobuche i Dingboche. Po południu docieramy na nocleg do Pangboche (3990m Tu oddycha się już znacznie łatwiej. Dzień 9: start: 3990m meta: 3440m dystans: 9km, czas: 6hTego dnia dalej będziemy maszerować znaną nam już dobrze drogą przez Tengboche i Phunki aż do gwarnego, pełnego turystów Namche Bazaar. Zostawimy za plecami zapierające dech w piersiach widoki na Ama Dablam, Nuptse i Mount Everest. Po dotarciu na miejsce, poczujemy powiew cywilizacji, której nie mieliśmy przez kilka dni w wyższych partiach gór. O wiele wygodniejsze łóżka, gorący prysznic, świeże jedzenie i dużo mniej rozrzedzone powietrze: to wszystko spowoduje, że poczujemy się znacznie lepiej. Dzień 10: start: 3440m meta: 2840m dystans: 13km, czas: 7hDziś ciąg dalszy schodzenia. Jednak po zejściu z Namche Bazaar do Phakding, czeka nas z kolei przewyższenie o wysokości 200m do pokonania w pionie, czyli ostatnie podejście do Lukli. To już ostatni dzień trekkingu w Himalajach. Żegnamy się z majestatycznymi górami wykwintną kolacją w jednej z lokalnych restauracji. Dzień 11: start: 2840m meta: 1400m czas: 30min lotuRano po śniadaniu udajemy się na lotnisko w Lukli i czekamy na naszą kolej, aby odlecieć z powrotem do Kathmandu. Podczas lotu do stolicy, tym razem ci siedzący po prawej stronie będą mieli ostatnią szansę, żeby przyjrzeć się Himalajom z bliska przez okno. Po dotarciu do Kathmandu, jedziemy z lotniska na Thamel i oficjalnie kończymy nasz trekking do bazy pod Mount Everest. Recepta na sukces I co, było ciężko? Odpowiedź na to pytanie pozostawiam każdemu z osobna. Analizując przebieg szlaków w rejonie doliny Khumbu oraz ich stan, dochodzimy do wniosku, że niewiele różnią się od ścieżek, które znamy chociażby z „naszych” Tatr. Jedyną, diametralną różnicą jest wysokość i związany z nią niedobór tlenu. To właśnie powód, dla którego turystów dopada choroba wysokościowa i nie mogą oni dojść do bazy pod Mount Everestem. Aby się nam to nie przytrafiło, możemy sobie trochę pomóc. Wystarczy jedynie popracować nad swoją kondycją przed wyjazdem. Potem, będąc już na miejscu, należy się zaaklimatyzować w odpowiedni sposób. I oto znamy już receptę na to, żeby móc dojść do bazy pod najwyższym szczytem naszej planety i ukłonić mu się głęboko. Poprzedni wpis w kategorii Powrót do listy Następny wpis w kategorii James Balfour ma 27 lat. Młody, energiczny, z iskrą w oku. Syn „króla klubów fitness”, Mike’a Balfoura, który stworzył ich setki na całym świecie, założył własną sieć. Pure Health and Fitness rozwija się w piorunującym tempie. A on szuka nowych wyzwań, bo jedno z największych, wejście na Mount Everest, ma już za sobą. Business Traveller odwiedził go w jego warszawskim Pure Sky Club, otwartym niedawno w wieżowcu Skylight, w samym sercu miasta – jednym z najbardziej ekskluzywnych miejsc poświęconych Traveller: Jaki jest widok z Dachu Świata?James Balfour: Na Mount Everest wszedłem 23 maja 2008 roku. Było to spełnienie wielkiego marzenia. Byłem piątym, najmłodszym Brytyjskim zdobywcą szczytu, miałem wówczas 24 lata. Wiązało się to również z akcją charytatywną, zbieraliśmy pieniądze na odbudowę szkół w Liberii, zniszczonych w trakcie wieloletniej wojny domowej. Udało się nam zgromadzić ponad 50 tysięcy funtów. Sama wyprawa to chwile wielkich emocji, sporo było przy tym przygód. Na szczycie byłem około 20 minut. Widać było krzywiznę Ziemi, zaś w świecącym słońcu bezkres Chin. Tego widoku nie zapomnę Traveller: Everest za Panem, jakie jest zatem kolejne wyzwanie?James Balfour: Mamy dwa poważne wyzwania biznesowe związane z marką Pure. Pierwsze z nich to sieć Pure Health and Fitness, która w ciągu minionych trzech lat, odkąd jesteśmy w Polsce, rośnie w bardzo szybkim tempie. W tej chwili mamy dwadzieścia klubów, do końca roku liczba ta wzrośnie do czterdziestu. To główna część naszych działań, poważnie się na tym wyzwaniem jest miejsce, w którym się znajdujemy. Pure Sky Club to nowatorska koncepcja na polskim rynku, pierwszy w kraju prywatny, członkowski klub biznesowy. Od otwarcia minęły zaledwie cztery miesiące, jednak już teraz mogę powiedzieć, że odnieśliśmy naprawdę duży sukces. Dlatego nowym przedsięwzięciem jest poszukiwanie miejsc, w których takie właśnie kluby jak Pure Sky Club moglibyśmy otworzyć. Miast, gdzie tego typu przedsięwzięcie ma rację bytu, jest moim zdaniem wiele, w tej chwili na naszej liście są chociażby Bukareszt, Sztokholm oraz Stambuł. Warto ten pomysł powielać, tym bardziej, że byłaby to dodatkowa wartość dla naszych klientów, którzy mogliby korzystać z klubów w każdym Traveller: Jak ważne są w Pana życiu pasje i ich spełnianie?James Balfour: Są niezmiernie ważne. Myślę, że jeśli nie nosisz w sobie pasji, marzeń, ku którym dążysz, jeśli nie masz wiary w to, co robisz, nigdy nie wzniesiesz się na odpowiedzi poziom. To czym się zajmujemy, Health and Fitness, to dla mnie i mojego wspólnika, Tony’ego Cowena, jest naprawdę ważne. Powiem tak: medycyna może utrzymać cię przy życiu, ale fitness sprawi, że przeżyjesz je szczęśliwie. To podstawa. Jak to wszystko ma się do naszego Pure Sky Club? Ano tak, że biznes to także nasza pasja i robimy to z pełnym tak jak wielu ludzi na całym świecie spotykamy się na rozmowach w hotelowych lobby czy małych knajpkach. Gdy dyskutujesz o dużym kontrakcie nie wytaczasz jednak dział i nie krzyczysz o tym na wszystkie strony. Potrzebujesz swobodnego, komfortowego, cichego miejsca, gdzie możesz o tym porozmawiać, podjąć decyzję i potem cieszyć się efektem. To właśnie legło u podstaw naszego pomysłu na Pure Sky Traveller: Kto jest tak naprawdę adresatem waszej oferty Pure Sky Club, co możecie zaproponować?James Balfour: Jeśli porównamy się do prywatnych klubów członkowskich w Wielkiej Brytanii, z których wiele ma długą tradycję, czy to polityczną, czy też związaną z wojskiem, a przy tym mają wykształcone przez wiele lat reguły, choćby dotyczące obecności kobiet lub obowiązującego stroju, to jesteśmy inni. Świat się zmienia, wielu ludzi robi olbrzymie majątki nosząc jeansy. Zmieniają się także ich potrzeby i oczekiwania. Nie jesteśmy miejscem dla statecznych ludzi palących cygaro i rozprawiających o minionych latach. Jesteśmy progresywni, kobiety są u nas bardzo mile widziane, zresztą wśród naszych członków pań jest wiele. Generalnie mówimy o ludziach z aspiracjami, co oczywiście przejawia się w bardzo różny sposób. Jednak każdy z nich może tu przyjść, by się spotkać, zaprosić klienta na rozmowy, odpocząć czy się Traveller: Brzmi nieco jak głębsza filozofia cieszenia się życiem i pracą?James Balfour: Bo faktycznie coś w tym jest. Świat pędzi z zawrotną prędkością, my musimy trzymać rękę na pulsie zmian. Ludzie pracują ciężko, zarabiają dla swoich firm duże pieniądze, i myślę, że często chcą znaleźć się w miejscu, gdzie jest lepiej, przyjemniej, niż w biurze. Chcą też mieć możliwość świętowania sukcesu. My oferujemy spędzenie całego dnia w zupełnie innych warunkach. Członek klubu rano dostaje bezpłatne śniadanie, potem może spotkać się z kimś w mniej lub bardziej formalnej atmosferze, może zamknąć się w prywatnej jadalni na rozmowy albo przyjść wieczorem, by po ciężkim dniu odprężyć się w kompleksie Spa albo sali kinowej. To jest po prostu łączenie biznesu z Traveller: Pytanie, które nasuwa się samo, dlaczego wybraliście Polskę?James Balfour: No tak, faktycznie, słyszę je dość często. Przyjechaliśmy przed trzema laty, ponieważ zauważyliśmy olbrzymią lukę na tutejszym rynku health & fitness. Wystarczy powiedzieć, że w Polsce wówczas 0,6 % dorosłej populacji korzystało z usług klubów fitness, w Wielkiej Brytanii ten odsetek sięgał 13 %. Mogę dziś przyznać, że była to doskonała decyzja – mam nadzieję, że właśnie tę lukę z kolei z perspektywy prywatnych klubów biznesowych – w Polsce może być tylko lepiej. Polska jest jedną z najprężniej działających gospodarek w Europie, miliony euro spływają na rynek w związku z nadchodzącymi mistrzostwami Euro 2012, większy odsetek młodych ludzi ma wyższe wykształcenie tu, niż chociażby w Niemczech, Polacy pracują dłużej i wydajniej, niż ludzie w zachodniej części kontynentu. Mówiąc krótko, w ciągu ostatnich dziesięciu, piętnastu lat Polska przeszła niewiarygodne zmiany. Sądzę, że będą one postępować. I przyznaję, że wolę być tu, niż w Londynie. Mount Everest to szczyt, o którym marzy wielu górskich wspinaczy. Na drodze często stają im jednak finanse, a także możliwości fizyczne. Nie da się jednak ukryć, że najwyższy szczyt świata od kilku lat jest bardzo skomercjalizowany, a konsekwencje tego mogą oglądać kolejni wspinacze. Wydawać by się mogło, że na zdobycie najwyższego szczytu świata mogą pozwolić sobie nieliczni – wybitni wspinacze, za którymi stoi szereg sponsorów. Niestety ostatnie lata udowadniają, że mistycyzm Everestu upada. Odpowiednie umiejętności i specjalistyczny sprzęt są konieczne, ale ogromną rolę odgrywają też finanse. Dlatego na szczycie Dachu Świata może stanąć w zasadzie każdy, kogo na to stać. Kolejka na Mount Everest to nie wszystko. Zdjęcia z obozu czwartego szokują W ostatnich dniach Mount Everest jest oblegany przez turystów. Korzystający z początku sezonu wspinaczkowego, a także idealnej pogody podróżni masowo próbują wejść na wysokość 8 849 m Już przed tygodniem świat obiegły zdjęcia ciągnących się bez końca kolejek. Jedną z takich fotografii z Mount Everest 12 maja wykonał P. G. Szerpa. Kolejki to jednak tylko jedno ze współczesnych obliczy najwyższego szczytu Dachu Świata. Drugie, zdecydowanie mroczniejsze pokazała Elia Skaily. Na zdjęciach, które w sieci pokazał The Karakoram Club widoczny jest obóz czwarty położony na wysokości 8000 m Jest to ostatnia baza, w której wspinacze mogą się zatrzymać, zaaklimatyzować i odpocząć przed atakiem szczytowym. Tym, co przeraża na zdjęciu, jest widok ogromnych ilości śmieci. Tuż obok namiotów, w których mieszkają wspinacze, walają się zniszczone namioty, torby, zużyte butle do kuchenek, a nawet plastikowe butelki. We wpisie, do którego dołączone były zdjęcia, podkreślono, że ceny pakietów VVVIP na wejście na Mount Everest zaczynają się od 157 tys. dolarów. Niestety do tej ceny niewliczone są opłaty związane z koniecznością zniesienia śmieci. Właśnie dlatego obóz czwarty może być nazywany najwyżej na świecie położonym wysypiskiem śmieci. twitter Władze Nepalu od lat walczą z tym problemem. W górę idą specjalne ekipy, których zadaniem jest oczyszczanie poszczególnych obozów. Wiele nadal zależy jednak od ludzi, którzy nie zawsze pomagają w utrzymaniu porządku w tym wyjątkowym miejscu. Czytaj też:Półnagie piersi Dody i ułańska fantazja turystów. O kulturę w Tatrach spytaliśmy przewodniczkę Ze „schroniska” wychodzimy gdy tylko słońce zaczyna muskać wierzchołki himalajskich kolosów. Pióropusz Sagarmathy rozbłyskuje budząc Pumori. Górę Córkę. Córkę Everestu. Jej śnieżnobiałe lodowce lśnią i rażą w oczy wędrowców skrytych w cieniu Nuptse. Everest o świcie Tuż przed świtem temperatura osiąga swoją najniższą wartość. Ktoś mówi, że spada poniżej -25 stopni Celsjusza. Suche, mroźne powietrze wdziera się do płuc. Orzeźwia momentalnie, wypędzając sen z powiek i wspomnienie ciepłego śpiwora. Z kilkunastoosobowej grupy, tylko garstka zdecydowała się ruszyć na pięciotysięcznik – Kala Pattar, nazywany najpiękniejszym tarasem widokowym nepalskich Himalajów. Niska temperatura, wczesna pobudka, wysokość i świadomość długiego trekkingu w dalszej części dnia, zatrzymuje wiele osób w śpiworach. Lingtren (6749 m npm) Changtse (7543 m npm) i przełęcz Lho La (6026 m npm) na pierwszym planie Naszą wspinaczkę zaczynamy na wysokości około 5150 m npm, do wierzchołka mamy 400 metrów w pionie. Jednak zadyszka łapie dość szybko. Przeraźliwy chłód wdziera się przez każdą szczelinę pomiędzy ubraniami. Puchowa kurtka, polar i bielizna termo dają odpowiednią ochronę. Jednak po chwili, dwie pary rękawiczek oraz podwójne skarpety zaczynają przegrywać walkę z mrozem. Zatrzymuję się co kilka kroków, nie po to aby wyrównać oddech, lecz po to aby rozgrzać palce. Próbuję wymachów, pocierania rąk o siebie, ściskania dłoni w pięść lub schowania ich pod pachami. Działa. Ale tylko na chwilę. Zaraz znów trzeba się zatrzymać. Podobnie marzną palce stóp. Czuję jak z każdym krokiem zamieniają się w lodowe sople przyczepione do stóp. Uderzam butami w leżące przy szlaku kamienie by przywrócić krążenie. Ściana Pumori o świcie Cień wielkiej góry zaczyna przesuwać się w moim kierunku. Słońce wspina się na swój szczyt. Nasze spotkanie wspominam bardzo gorąco. Promienie słoneczne wlały we mnie nową siłę. Ciepło rozlewa się po ciele. Zatrzymuję się i wystawiam do słońca jak kot. Ciepła krew dociera do koniuszków placu. Przyjemne mrowienie. Można zdjąć jedną parę rękawiczek, rozpiąć puchówkę… Słońce napełnia mnie wiarą, że wciąż odległy wierzchołek Kala Pattar jest w moim zasięgu. Jeszcze tylko półtorej godziny… Słońce wstające nad granią Nuptse Krok za krokiem, widoki poszerzają się. Za plecami otwiera się lodospad Khumbu, wierzchołek Dachu Świata. Przed oczami jaśnieje Pumori. Wokół morze szczytów, których nazwy nie znam, nie pamiętam, lecz które zachwycają swoimi sylwetkami. Obserwuję radość zdobywców wierzchołka, która dodaje mi skrzydeł. Zbieram resztki energii i ruszam by dołączyć do tańca radości. Wyrzut endorfin na szczycie. Przybijam piątki z przyjaciółmi z grupy i kompletnie nieznajomymi. Jest nas tylko garstka. Każdy z nas zdobył swój mały Everest i może w spokoju cieszyć się sukcesem. 5550 m npm Gdy emocje opadły, znajduję osłonięte od wiatru miejsce, popijam pachnącą ziołami nepalską herbatę z termosu i rozkoszuję się widokami. Przede mną Nuptse (7861 m npm), ostra, falująca grań, przeplatana śniegiem i skałą. Ze stromych żlebów zaczynają lecieć lawiny. Biała chmura pędzi w kierunku dna doliny. Ciągnie za sobą coraz więcej srebrzystego puchu. Przysłania coraz większy obszar. Dopiero po chwili dźwięk dołącza do tego spektaklu. Odrzutowy samolot przetacza się przez lodowiec. Bombardowanie zakończone. Znów niczym niezmącona cisza. Everest (8848 m npm), skalista piramida, dymiąca zwiewanym ze szczytu śniegiem. Obiekt marzeń himalaistów, który broni się przed natrętami zamarzniętą fosą lodowca Khumbu, a przed wzrokiem ciekawskich piramidką tworzące Zachodnie Ramię. Od lewej: Khumbutse (6665 m npm), Changtse (7543 m npm), Mt. Everest (8848 m npm), Przełęcz Południowa (7925 m npm), Nuptse (7861 m npm). Na pierwszym planie jeziorka pod Pumori. Lekko w prawo, oddzielone od Czomolungmy Przełęczą Południową (7925 m npm), chowa się nieśmiałe Lhotse (8414 m npm). Wcześniej prężące skaliste muskuły, od strony Kala Pattar, ustępuje wyższej sąsiadce. Ukrywa się za plecami Nuptse. I tylko ciekawsko wygląda wierzchołkami, jak ślimak ze skorupki, żeby sprawdzić czy ktoś patrzy. Panorama ze szczytu W południowej panoramie zdecydowanie wyróżnia się Ama Dablam (6856 m npm). Śnieżna wieża, która przyciągała wzrok podczas trekkingu, nie daje o sobie zapomnieć. Jest jak latarnia morska, wyznacza kierunek marszu pod górę oraz powrotu do domu. W kierunku południowym Zaraz za plecami wystrzeliwuje w granatowe niebo Pumori (7165 m npm). Obły grot ogromnej strzały tworzy granicę pomiędzy Nepalem, a Tybetem. Jest niemym świadkiem tragedii rozgrywanych na stokach okolicznych gór. Z jej łez utworzyły się niewielkie jeziorka u podnóża szczytu. Pumori Kala Pattar. Podobno to najpiękniejszy taras widokowy Nepalu. Dwa ośmiotysięczniki na wyciągnięcie ręki, morze niezliczonych „mniejszych” szczytów aż po horyzont oraz Pumori będące cały czas w zasięgu wzroku podczas podchodzenia. Podobno to także najwyższy (5550 m npm) nepalski szczyt, na który można wejść bez specjalnego pozwolenia. A to wszystko około 2,5 godziny z Gorakshep, przez które przechodzą wszyscy himalajscy trekkersi zmierzający do Everest Base Campu. Czy było warto? A nie przekonały Cię powyższe zdjęcia?